Biznes i ekonomia
tłumaczenia
Rano wsiadasz do samolotu w Katowicach. 2 godzinki lotu, być może małe opóźnienie i wysiadasz na lotnisku w Barcelonie i zaczynasz czuć się trochę jak ślepiec, bo wszystkie napisy wokół Ciebie są po katalońsku i hiszpańsku. Szukasz informacji o nowej technologii i okazuje się, że poza Norwegami, którzy ją wymyślili, nikt jeszcze nic o niej nie napisał. Albo wracasz do kraju po kilku latach w Irlandii z naręczem dokumentów po angielsku.
Aktualnie, tak jak nigdy, potrzebujemy komunikować się w różnych językach. Nawet perfekcyjna znajomość angielskiego może się na wiele nie zdać po wyjeździe do Hiszpanii czy Francji, bo mieszkańcy tych krajów bardzo niechętnie uczą się języków obcych. Być może opanowanie zestawu angielski, chiński i hiszpański prawie że gwarantuje sukces, ale mało kto z nas potrafi się komunikować w kilku językach. Jakie są więc opcje dla zwykłych śmiertelników?
W internecie co rusz pojawiają się nowe narzędzia, z których możemy korzystać. Począwszy od coraz lepszych słowników internetowych - również w dość egzotycznych językach - po różne translatory, z których najbardziej znanym jest na pewno Google Translator. O ile w zastosowaniach potocznych darmowym internetowym słownikom możemy zaufać - jeśli się postaramy, znajdziemy nawet takie z nagraną wymową - to przy bardziej skomplikowanych tekstach niezbędna jest znajomość kontekstów w których dane słowo powinno lub nie występować. To oferują już tylko dobre słowniki komercyjne i tematyczne. Jeśli nie chcemy inwestować, możemy również zajrzeć na strony dedykowane tłumaczom języków obcych - typu proz.com - tam mamy szansę znaleźć całe sformułowania i fragmenty tekstów, opatrzone fachowym komentarzem. Wyjściem na własny użytek jest wspomniany Translator firmy Google. To również niedoskonałe narzędzie, ale do prostych tekstów, szczególnie tłumaczonych na nasz rodzimy język może czasami wystarczyć.
Są jednak sytuacje, w których musimy lub powinniśmy zaufać profesjonalnym tłumaczom. Nie mamy wyjścia, jeśli chcemy tłumaczonym dokumentom nadać moc urzędową - wtedy potrzebujemy usług tłumacza przysięgłego. Tłumaczenia przez profesjonalistów wymaga większość tekstów prezentowanych publicznie, przede wszystkim np. anglojęzyczna wersja strony naszej firmy. Mimo dostępności usług związanych z tłumaczeniem, co rusz natrafia się na zabawne kwiatki i błędy językowe, które obcojęzycznego klienta mogą co najwyżej rozśmieszyć, ale na pewno nie zachęcić do korzystania z naszych usług.
Czasami warto zainwestować w tłumacza - na dowód można przytoczyć kilka znanych wpadek językowych. Kiedy do Polski przyjeżdżała Komisja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego aby sprawdzić poprawność wniosku o zorganizowanie zimowej Olimpiady w Zakopanym, polscy działacze przywitali ją transparentami z napisem „Welcome in Zakopane” ( zamiast „Welcome to Zakopane”). Innym przykładem mniej spektakularnej, ale za to bardziej masowej wpadki, są tysiące nalepek, którymi obklejone są schowki na gaśnice w metrze w Barcelonie. Informację, że w razie pożaru należy wybić szybkę, przetłumaczono w następujący sposób: „In case of fire hitting and removing the plastic” (naciągane tłumaczenie: „W przypadku pożaru uderza i usuwa plastik”) - inteligentne gaśnice tylko w Hiszpanii!
Warto więc czasami – zamiast narazić się na śmieszność – skorzystać z profesjonalnego tłumaczenia. Tym bardziej, że można to zrobić dosłownie paroma kliknięciami. Biura tłumaczeń działają również przez internet – klikamy, załączamy dokument do tłumaczeń, określamy termin, wysyłamy – i już! Płatności dokonujemy również przez internet i w ten sposób uzyskanie profesjonalnego tłumaczenia nie wymaga nawet wstania od biurka.
wersja do druku